wtorek, 20 czerwca 2017

Waga

Trafił nam się nowy gadżet - waga elektroniczna. Będziemy na niej odważać subtelne ilości ziół i chemikaliów do domowych napitków, środków myjących i czyszczących. Póki co, Młodzi ją dorwali. Waga jest fajną zabawką. Zobaczcie:

- można zważyć różne obiekty, którymi Młody człowiek właśnie się zabawia
 

- można sobie położyć miseczkę i wytarować całość, a potem odmierzyć do miseczki małą ilość czegoś lekkiego




- można w ogóle wprawiać się w czytaniu cyferek elektronicznych, innych przecież niż te pisane ręcznie czy drukowane
- można szacować ciężar przedmiotu, a potem sprawdzać, czy zgadliśmy prawidłowo
- można porównywać ciężar przedmiotów, które teoretycznie powinny ważyć mniej więcej tyle samo. jednak kura to nie komputer i jaja ważą różnie:)


- można porównywać ważąc w rękach ciężar dwóch przedmiotów i zgadywać, który jest cięższy. A potem sprawdzić, czy mieliśmy rację.



A najlepiej byłoby posiadać wagę z szalkami i odważnikami. Że też wcześniej na to nie wpadliśmy! To dopiero jest zabawa! Daje Młodemu człowiekowi ważne wyobrażenie o tym, co to jest masa przedmiotu. No i można się bawić w sklep-warzywniak i ćwiczyć przy okazji liczenie! Waga szalkowa jest po prostu świetną zabawką edukacyjną!

A zanim ją sobie i dzieciom sprawimy - namiastka on-line też się nada:

Buliba
Ciufcia

PS. Przypominam sobie jeszcze jedną zabawę, w którą kiedyś bawiłam się z Hanią. Należy wziąć wieszak i 2 nitki tej samej długości przymocować na jego ramionach. A do nitek przytwierdzić 2 nadmuchane balony: jeden z większą ilością powietrza wewnątrz, a drugi z mniejszą. Gdy powiesimy balonik na drążku - przyglądamy się całej "wadze". Większy balon opada w dół, a zatem powietrze w nim się znajdujące jest cięższe od tego, które tkwi w drugim balonie. A zatem powietrze też waży! Też ma masę! Mimo, że jego istnienie jest dla nas tak nieuchwytne. Choć konieczne.
Doświadczenie to robiłam dawno, ale J. zabrał mi trochę motywację do jego powtórzenia, gdy oznajmił w rozmowie, że powietrze też swoje waży i przeszedł do innych zagadnień. Znaczy - wie i to go chyba nie będzie specjalnie rajcować.

wtorek, 13 czerwca 2017

Miesięczny kalendarz przedszkolaka

Jurek zapragnął własnego kalendarza na miesiąc czerwiec. Ręcznej roboty. Niech ma! Problem w tym, że zapragnął na kwadrans przed moim wyjściem z domu. A zatem dobry kawałek roboty odwaliłam za niego, żeby było szybciej. Nie bierzcie ze mnie przykładu i pozwólcie Dziecku wyżyć się manualnie. A kalendarz robi się tak:


Trzeba mieć: 
- blok techniczny A3 lub A4, a w nim przynajmniej ze 2 kartki
- klej lub taśmę klejącą
- nożyczki
- mazaki

Wykonanie:
- wyciąć paski z kartki,
- na nich narysować kreseczki, które oddzielą poszczególne dni od siebie (na górze i na dole zostawić trochę wolnego miejsca na przytwierdzenie kalendarza do ściany czy mebla)
- wpisać dni od 1 do 31
- zapewne zaistnieje potrzeba sklejenia ze sobą 2-3 pasków papieru, żeby uzyskać wystarczającą długość na cały miesiąc
- wyciąć i pokolorować listki, dokleić je u podstawy kalendarza (pod  jedynką)
- wyciąć i pokolorować kwiatek-suwak
- nałożyć kwiatek-suwak na pasek-kalendarz

Kalendarz Jurka przytwierdzony jest na drewnianym rogu łózka piętrowego




Okazało się, że J. potrafi bez ściągi wpisać wszystkie cyferki. Planowałam, że podetknę mu jakąś podpowiedź, np. nasz domowy kalendarz.
"Mamo, dziś jest siódmy?" zapytało dziecko (aha, czyli efekty objaśniania jak działa nasz kalendarz też są).
Zaznaczyliśmy.

Dzień zaczynamy od przesunięcia kwiatka.

Teraz przemyśliwuję, jakby tu urozmaicić ten kalendarz, żeby Młody sobie mógł zaznaczać, co chce. Chyba trzeba jednak pójść w kierunku kalendarza z dużą ilością miejsca do wpisywania.  Na wszelki wypadek zanotuję linki do gotowców do druku, jeśli nie wpadnę, jak przedszkolak może szybko i skutecznie zrobić własne rękodzieło. Gotowce są też śliczne, a można je po swojemu ozdobić:

Kalendarze dla dzieci do druku
Wasze ulubione szablony na 2017 rok
Botaniczny kalendarz
Kalendarz z gwiezdnymi wojnami
Kalendarz 2017 do druku


Na razie pojawiła się u nas potrzeba oznakowania pierwszego dnia lata oraz początku wakacji - daty tak bardzo wyczekiwane przez młodzież, a przez rodziców traktowane z rezerwą, gdyż nadchodzi czas zapominania tabliczki mnożenia i reguł gramatyki polskiej, o angielskiej nie mówiąc.


czwartek, 25 maja 2017

Eko-zabawki - prowizorka pudełkowa

Wiadomo, że nawet najdroższa zabawka w końcu się znudzi, a dziatwa stale pragnie czegoś nowego do rozrywki. Od zabawek plastikowych nie da się uciec. Ale pchnięta nagłym impulsem machnęłam najmłodszemu serię akcesoriów z pudełek. Mają wzięcie mniej więcej takie samo, jak plastikowe za dużą kasę:)

Zaczęło się od tego, że gotowałam kaszę gryczaną na obiad. A ona w takim fajnym pudełeczku z dziurką. Zapytałam Młodego, czy by nie chciał. A on chce. Łódkę z tego robi. Łódka płynie, szumią fale, co chwila ktoś do niej wsiada. Tylko dla naszych (plastikowych) lalek ta łódź poniekąd za głęboka.



Jest na to sposób.
Trzeba przeciąć pudełko w płaszczyźnie "równikowej". A potem włożyć na wcisk górną część w dolną.


Nie ma to, jak natchnienie ze strony Potomka! W kolejnych "dziełach" posunęłam się do rozmaitych okienek, które można otwierać i zamykać. Mamy też blok (Jacek zwykle użytkuje go w charakterze płonącego budynku, który trzeba gasić), tipi oraz szalupę ratunkową.







Pudełek chwilowo zabrakło, ale rodzina 5-osobowa wytwarza tyle śmiecia, że w końcu objawią się nowe i będziemy działać dalej.


niedziela, 21 maja 2017

Eksperymenty dla starszaków

Przygotowywałam niedawno eksperymenty na mojego drugiego bloga "Przyroda na 6". Zasadniczo są one przeznaczone dla uczniów klasy 4-ej i 7-ej szkoły podstawowej. Cóż to jednak szkodzi, żeby młodzież przedszkolna też się nimi zainteresowała? Owszem, zajęli się eksperymentami, ale po swojemu.

Zajrzyjcie do posta: "Jak działają płuca?"
Zrobiliśmy model klatki piersiowej, tzn. zrobiłam go ja, bo jednak trzeba było obcinać butelkę PET nożycami i naciągać balonik na tę butlę, co wymagało większej niż dziecinna sprawności manualnej, a Hania tkwiła w szkole nad sprawdzianem z historii. Wszelako, gdy model już powstał wywierał największe wrażenie swoim "oddychaniem" - po prostu słychać świszczące wdechy i wydechy - zupełnie jak u żywego człowieka:)
Pojawiło się jednakowoż skojarzenie odkurzaczowe i okazało się, że model, owszem, wciąga i wydmuchuje skrawki czerwonej bibułki. Co za radocha była, nie uwierzycie!



Przy okazji znaleźliśmy świetny filmik traktujący o ciekawych sposobach na wykorzystanie butelek PET. Sami zobaczcie - nie można się oderwać, dźwięk właściwie niepotrzebny:



Kolejny post traktujący o rozdzielaniu mieszanin:

Absorpcja
czy wiecie, że węgiel może odbarwić wodę zaniebieszczoną atramentem? Musi to być wszelako węgiel aktywny, carbo medicinalis, a taki sprzedają w aptece w tabletkach. Hania najbardziej się wczuła w tłuczenie tabletek na proszek w moździerzu. Moździerz ma u nas zawsze wielkie wzięcie, do tego stopnia, że tłuczek dawno już poległ, więc używamy drewnianej "pały", która się sprawdza. Poszła cała paczka węgla. Teraz już na żadną jelitówkę chorować nie możemy. Przynajmniej okazało się, że węgiel aktywny naprawdę działa!!!



Chromatografia bibułowa



Tak, oczywiście rozdzieliły nam się kolorki z czarnego flamastra. Tu byliśmy już jednak zajęci sprawdzianem z angielskiego i wirusowym zapalenie krtani, więc ten eksperyment przeszedł słabo zauważony. Zwłaszcza, że wymagał cierpliwości - zanim barwy zaczęły się widocznie rozdzielać minęło kilka godzin - na białym filtrze kawowym byłoby szybciej, ale białych w metropolii wrocławskiej nie ma. Na krepinie rozdział trwa i dobę, a i tak nie wygląda zbyt profesjonalnie.

Ale i tu trafił nam się filmik z młodym człowiekiem, który rozdziela sobie barwniki metodą chałupniczą, a o wszystkim opowiada po angielsku. Wierzę, że jeszcze do chromatografii bibułowej wrócimy, choć nie można powiedzieć, że był to nasz pierwszy raz. Hania jednak mówi, że w ogóle nie pamięta naszej zabawy w bibułowe kółeczka u Babci. No, trudno. Dobrze, że mam to udokumentowane na blogu:)